Znajdziecie tu coś nie takiego jakie być powinno, bądź też takiego innego, chociaż niezawsze tak będzie. Napisze tu takrze o problemach dnia codziennego- o takich zwykłych szarych dzionkach. Może tu coś ciekawego znajdziecie...
piątek, 03 listopada 2006

Kumocha jest typowym przykładem stworzenia blokowego. Żyje samotnie. Codziennie rusza na łowy, podczas których czasem łączy się w stada i zaczyna prace grupową. Zamieszczam tu opowiadanie, które jest oparte na faktach autentycznych. Sam jestem jego bohaterem. 

Uwaga opowiadanie jest brutalne i nie powinny czytać go osoby z słabym sercem!!!

Był to jesienny, spokojny dzień, nie różnił się za bardzo od innych. Czas mijał powoli. Niemalże całe popołudnie i wieczór siedziałem w swoim M-4 Było mi dobrze. Palce niemalże przykleiły mi się do klawiatury, a wzrok nie mógł opuścić monitora. W pewnym momencie wyświetliła mi się znajoma ikona poprzedzona piskliwym przytłumionym dźwiękiem... To Bystry. Czego on ode mnie chce? Z czystej ciekawości  odpisałem. Po krótkim momencie konwersacji dotarło do mnie, że zgodziłem się do niego wpaść. Zacząłem bez pośpiechu żegnać się ze wszystkim na gg, przełączyłem komputer na czuwanie. Powoli zakładałem adidasy, kurtkę, czapkę z daszkiem... Wyszedłem na klatkę. Drzwi się za mną zatrzasnęły... Powiało chłodem, poczułem zapach starego człowieka, lecz nikogo nie zauważyłem...Coś wisiało w powietrzu… Zebrałem się w sobie i zacząłem przemierzać długi korytarz. Stanąłem na schodach. Spojrzałem ostatni raz pożegnalnie na drzwi i ruszyłem w dół. Miałem nie odparte wrażenie, że schody te prowadzą wprost do wrót piekła. Byłem już na pół piętrze między parterem a pierwszym piętrem. Nagle zrobiło się niesamowicie zimno. Żarówki przygasły... Poczułem się jak by całe szczęście świata właśnie umarło... Już wiedziałem, co się dzieje. W końcu zobaczyłem… Z ciemności zaczęły spoglądać na mnie potworne, przekrwione ślepia. Powoli zaczęły wyłaniać się kształty. Strach mnie ogarnął. W pierwszym odruchu chciałem zacząć uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Postać zbliżyła się na odległość 4 metrów. Widziałem już dobrze, że to moje sąsiadka. Jej wykrzywione ręce kołysały się nie spokojnie, twarz pomarszczona przybierała coraz to nowe kształty. Z nikąd ratunku. Otworzyła paszcze i ujrzałem jej złoto czarne zęby. Zaczęła mówić. W pierw spokojnie, łagodnie. Z chwili na chwile coraz głośniej. Czułem, że jestem konsumowany słowo po słowie, zdanie po zdaniu. Gdy miała już zadać ostateczny cios mówiąc o woreczku żółciowym, przypomniało mi się ze dziś jadłem czosnek. Chuchnąłem jej w twarz, lekko ja otrząsnęło, ale nie dała za wygrana, poskutkowały dopiero kołki. Gdy poczwara oddaliła się w mrok, wbiegłem do domu zamknąłem drzwi. Padłem na twarz i obudziłem się dwa dni później… To zdarzenie zostawiło rysę na mojej psychice… Horror

Dam wam rade, hodząc po blokowiskach noście czosnek, kszyżyk, wode święconom i kołki z drewna (przecież nigdy nie wiadomo kiedy spodkacie KUMOCHE)

środa, 01 listopada 2006
Mochery czyli kult siły i przemocy...

Moje obserwacje dotyczące tego niezwykłego gatunku pochodzą głównie z środków komunikacji miejskiej, miejsc przy kościelnych oraz sklepów osiedlowych.

Moher nie jest to  tylko styl ubierania się, jest to pewien rodzaj kultu a nawet sekta. Wyznawcy tej Religi czczą ojca Rydzyka (pseudo: ojciec dyrektor). W radiu Maryja jak i w telewizji Trwam nadawane są informacje pod progowe, dzięki temu sprytnemu chwytowi do moherowej armii dołączają coraz to nowe jednostki. Podstawom egzystencji pojedynczego mohera jest wspólnota, jednostka jest w stanie poświęcić wszystko co posiada by zadowolić Rydzyka. Mottem wspólnoty jest "moherowy świat to lepszy świat". W religii tej jest wszech ogarniający brak tolerancji dla młodzieży... Bo przecież wszystko co złe to nasza wina. Najlepiej by było jak by dzieci rodziły się w moherowych czepkach i miały juz po 50 lub 60 lat. Kult siły i przemocy

Rozwścieczone tłumy moherów już i nie raz pokazał swoją siłę. wolał bym nie stanąć takiej potędze na drodze.

To były czasy...

... przypominajom sie stare, dobre, przedszkolne czasy ...

wtorek, 31 października 2006
Kilka słów o mnie tak na wstęp

Mam ** lat i pochodzę z ***** to jest taka mała wioch niedaleko ******. Mam na imie Bartek, o swoim wyglądzie nie będę opowiadał, bo po co jak i tak ci którzy mnie znają wiedzom jak wyglądam, a nieznajomym to do szczęścia nie potrzebne (i tak szanse ze sie zobaczymy są jak 1 do iluśtam).

Jestem raczej spokojny (przynajmniej za zwyczaj) ale jak ktoś się domaga to mogę na chwile zawołać swoje alterego. Lubię czasem podogryzać innym i ich "pognębić" ale to jedynie w formie żartów i potyczek słownych. Trochę maluje i rysuje, lubię dawać upust swojemu artyzmowi. Trochę inaczej spoglądam na świat, czasami zauważam w nim rzeczy tak oczywiste że aż nie widoczne. W ogóle jestem jakiś taki... Inny

Rzeczy których nie lubię:

- Polityka z naszym kochanym frankensztajnem w roli ministra edukacji

- Robienia sztuki tylko dla kasy

- Tokio Hotel, Blog27 i tym podobnego badziewia

- Sztuczności, kokieterii

Krupniku (to taka paskudna breja jak by ktoś nie wiedział)

A teraz rzeczy, które lubię:

- Sztuka alternatywna

- Rower i gory

- Mjasteczko South Park, Happy tree friends

Na wstępie powiem jedynie że...

Mam zamiar mówić tu o wszystkim co mnie gryzie i podgryza, oraz od tak sobie popisać bez głębszego powodu... To chyba nic złego? Zamieszcze tu kilka fotek z mojego życia... niczego nadzwyczajnego nie oczekujcie... może w przyszłości wrzuce tu kilka moich rysunków, Któż to wie co mi do głowy strzeli... Ale bez strachu do żułtych papierów mi daleko (przynajmniej na razie)... No to zapraszam do oglądania i komętowania...

Skopiuj CSS